No to tak, stary cap — znowu Ci rok przybył.
Ale spokojnie, nie będziemy Ci tu śpiewać "Sto lat" jak jakieś babcie na imieninach.
Zamiast tego mamy coś kurewsko lepszego.
Zbieramy ekipę — sami konkretni chłopi —
i robimy Ci wieczór, który zapamiętasz do następnych urodzin. Albo nie zapamiętasz.
Obie opcje są dobre.
Plan jest prosty jak cios w mordę:
najpierw się dobrze nażremy w jakimś porządnym lokalu,
a potem idziemy oglądać jak ludzie się prawdziwie napierdalają —
i to na poważnej scenie.
Więc ogarnij się, załóż coś co nie jest dresem
(chociaż... wyjątkowo możesz),
i nie planuj nic innego na ten wieczór.
To jest rozkaz, nie prośba.